Co na grilla jeśli nie karkówka?

Niestety pogoda w tym roku nie sprzyja grillowaniu, ale za to bardziej doceniamy każdy promień słońca przebijający się przez chmury. Do grillowania nie zachęca Cię też brak pomysłów na zdrowe i wartościowe potrawy z grilla? Nie wiesz co wrzucić na ruszt jeśli nie tradycyjną karkówkę i kiełbaskę?

Pozwól, że podsunę Ci kilka pomysłów:

  1. Szaszłyki – to żadna nowość, już dawno weszły do naszego menu grillowego. Ze wszystkich tradycyjnych dań grillowych to właśnie one są najlżejsze. Mamy mnóstwo możliwości miksowania produktów w zależności od naszych upodobań. Podstawą jest zwykle mięso drobiowe (polecam je najpierw zamarynować w sosie jogurtowo-cytrynowym aby nie było zbyt twarde) i warzywa. Można też pokombinować z rybą np. łososiem. Będąc już w temacie…undefined
  2. Ryby – tu wybieramy przede wszystkim ryby świeże, mogą być schłodzone, ale raczej nie mrożone – te będą rozpadać się na grillu. Lepiej grillują się ryby w całości niż filety, jednak tu wyjątkiem jest filet z łososia, który bardzo ładnie się grilluje. Ryby marynujemy wcześniej w mieszaninie oliwy, soku z cytryny i ziół.
  3. Burgery wołowe – bardzo wdzięczne mięsko na grilla. Podczas grillowania traci nadmiar tłuszczu. Ugrillowane świetnie smakuje w pełnoziarnistej bułce z dodatkiem świeżej sałaty i pomidora.
  4. Sery – najlepiej na grilla nadają się ser halloumi, oscypek i sery typu camembert. Nie rozpływają się, tylko pokrywają złotą skorupką.
  5. Warzywa –last but not least – cokolwiek grillujemy nie zapomnijmy o warzywach, to one powinny być podstawą naszej diety. Na ruszcie najlepiej sprawdzą się: papryka, pieczarki, cukinia bakłażany. A wszystkie inne warzywa podajemy na surowo razem z innymi grillowanymi przysmakami.

Przypominam tutaj też mój post o tym jak grillować zdrowo.

Pozostaje mi tylko życzyć Wam wspaniałej pogody do grillowania i smacznego.

4 sprawdzone sposoby na jesienną chandrę!

Za oknem szaro, buro i ponuro, po oknie spływają krople deszczu, nic się nie chce… STOP! Dosyć narzekania, muszę wziąć sprawy w swoje ręce 😉 Jesienią szczególnie potrzebujemy dietetycznych „wspomagaczy”, które pomogą nam zachować energię i witalność nawet w tym trudnym jesiennym czasie. Podstawą zawsze musi być odpowiednio zbilansowana dieta.

 

Świeże owoce i warzywa – im więcej i im bardziej kolorowo, tym lepiej. Tym bardziej, że o tej porze roku mamy dużą dostępność jeszcze w miarę świeżych plonów 😉 Polecam papryki, cukinie, marchewki, seler naciowy, jabłka, gruszki, śliwki. Każdy znajdzie dla siebie coś dobrego. Najważniejsza jest różnorodność! Dzięki niej dostarczymy sobie różnych witamin oraz minerałów i zapobiegniemy niedoborom w diecie.fruits82524_1920

 

Kwasy Omega-3 – panaceum na większość chorób cywilizacyjnych. Nie bójmy się łososia, śledzia i tuńczyka. Doniesienia co do zanieczyszczenia mięsa ryb są sprzeczne. Jedne badania je potwierdzają, inne zaprzeczają. Jednak doniesienia dotyczące udziału kwasów Omega-3 w diecie są jednoznaczne – są one NIEZBĘDNE dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Nawet jeżeli takie zanieczyszczenia występują, to byłyby one na prawdę groźne, gdybyśmy ryby jedli codziennie, a nie okazjonalnie. W celu uzupełnienia diety w kwasy Omega-3 polecam też olej lniany i orzechy włoskie, jednak nie są one tak efektywne w uzupełnianiu diety w Omega-3 jak ryby.abstract1238248_1920

 

Magnez – niezbędny dla prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego, pomocny w profilaktyce depresji. Jego bogate źródła, to pełnoziarniste produkty zbożowe, nasiona roślin strączkowych, no i gorzka czekolada J – jedyny polecany przeze mnie „słodycz” 😉woman674977_1920

 

D3 – Kiedy brakuje nam słońca brakuje również witaminy D3. Pacjenci z depresją bardzo często mają obniżony poziom witaminy D3 w surowicy krwi. Udowodniono, że niskie poziomy D3 korelują dodatnio z zaburzeniami nastroju. Od października powinniśmy rozpocząć suplementację tą witaminą w ilości 1000 jm./dzień i kontynuować ją aż do marca.

 

Ruch – Kilka przysiadów i skłonów i nasz organizm od razu staje się lepiej dotleniony! Jednak dopiero intensywny wysiłek fizyczny sieje pozytywny zamęt w gospodarce hormonalnej i poprawia nastrój!

Nie lubię ryb…

Nie lubię ryb…

appetizer2802_1920

Historia, którą wam za chwilę przytoczę opowiada o tym, jak „ciężkie” życie ma mąż dietetyczki:) Skazany jest na status pierwszego królika doświadczalnego. Na szczęście, eksperymety te kończą się dla niego poprawieniem swojego odżywienia i ogólnego samopoczucia.

„Nie lubię ryb i nigdy w życiu nie tknę ryby.” To jedna z pierwszych informacji o moim obecnym mężu, jaką dostałam, kiedy jeszcze nie byliśmy nawet parą i dopiero co się poznaliśmy. Na szczęście dziś, parę lat po ślubie mój mąż zmiękł troszeczkę i co najmniej raz w tygodniu na obiad jemy rybkę, o którą czasami nawet sam się upomina!

A jak to się stało? Moja droga do celu nie była łatwa ani usłana różami, ale wytrwale dążyłam do tego, co chciałam osiągnąć. Kiedy już dowiedziałam się o tym, że ludzkie preferencje smakowe zależą, przede wszytskim, od tego do jakich smaków jesteśmy przyzwyczajeni i jakie mamy doświadczenia ze smakami, a co za tym idzie, że można je dowolnie modyfikować, postanowiłam walczyć 🙂 Wiem jak ważne jest spożywanie ryb, dlatego chciałam, żeby mój ukochany małżonek również korzystał z tego dobrodziejstwa. Pierwszą rzeczą, jaką trzeba sobie uświadomić jest to, że jak czegoś nie lubię, to nie znaczy, że jestem na to „nielubienie” skazana już na całe życie. Ze smakami, potrawami, nowinkami trzeba eksperymentować. Im bardziej ktoś jest otwarty na eksperymenty kulinarne tym łatwiej mu akceptować nowe smaki. Osoby, które sięgają ciągle tylko po sprawdzone dania, mają większą trudność z zaakceptowaniem nowych smaków. Aczkolwiek, droga jest otwarta. Uświadomienie sobie tego, że wszytsko można polubić i przekonanie swojego mózgu, że to, czego do tej pory nie lubił, może polubić – to już połowa sukcesu.

Trudno jest przekonać się do nowego smaku, który jest dla nas całkowicie obcy, ale jeszcze trudniej zaakceptować smak, z którym mamy jakieś negatywne doświaczenia. Przykład: Jeżeli ktoś jako dziecko był zmuszany do jedzenia zninawidzonego szpinaku, jako dorosły raczej nie będzie chciał go jeść. Nienawiść do tego warzywa mogła być  nie mieć związku ze smakiem, tylko z atmosferą towarzyszącą temu spożywaniu. Takie doświadczenia trudno jestem potem wymazać z pamięci.

Nie wiem jaka była przyczyna niechęci mojego męża do ryb, ale bez względu na to, postanowiłam go przekonać. Najpierw dużo mu mówiłam na temat tego jak łatwo można zmienić swoje preferencje smakowe dodając jakie korzyści zdrowotne przyniesie mu jedzenie ryb i trochę strasząc tym, co może się stać jeżeli nie zacznie ich jeść;) Na początku, oczywiście nawet nie chciał o tym słuchać, ale małymi kroczkami wzbudziłam jego zainteresowanie. Wtedy zauważyłam, że mój mąż powoli zaczął zmieniać swoje nastawienie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy na imprezie u znajomych nałożył sobie na talerz łyżkę (dosłownie!) sałatki z tuńczykiem. Po zjedzeniu szepnął mi do ucha, że nawet da się zjeść, ale zaznaczył, że pyszne to to nie jest. Ja uznałam, że jest to sygnał, że droga do dalszych eksperymentów jest otwarta. Zaczęłam coraz częściej wkomponowywać ryby w nasze posiłki. Starałam się, żeby była to ryba jak najbardziej delikatna w smaku (np. świeży filet z dorsza) i dobrze przyprawiona (przynajmniej na początku). Udało się! Ryby okazały się coraz bardziej zjadliwe i teraz na stałe goszczą w naszym jadłospisie. Chociaż jeszcze nie w ilości dla mnie zadowalającej, ale powoli do przodu! 🙂

Przykładowy przepis na rybkę znajdziecie tutaj.