Jak nakarmić rodzinkę i nie zwariować…

Życie to sztuka kompromisu… Stara prawda 😉 W moim codziennym życiu muszę stosować ją codziennie. Wiem jak karmić moje dzieci i mojego męża, żeby byli zdrowi i silni, ale codziennie zmagam się z ich słabościami do słodyczy/fast foodów – paskudów i innych owoców zakazanych 😉

Z moich obserwacji wynika, że naszymi upodobaniami kulinarnym w największej mierze rządzi przyzwyczajenie. W czasie, kiedy przez dłuższy czas jemy większość posiłków w domu – wszyscy jedzą je chętnie, chwaląc smak, a ja cieszę się, bo wiem, że jemy zdrowo. Jednak ostatnio w nasze życie wtargnął mały huragan – czyli nowy członek rodziny 🙂 To spowodowało, że mama-dietetyczka zaczęła coraz częściej korzystać z dobrodziejstw okolicznej garmażerki, zapasów dostarczanych przez babcie, a nieliczne serwowane domowe obiady charakteryzowały się szczególnie krótkim czasem przygotowania 😉 Na dodatek starsza latorośl rozpoczęła w ostatnim roku edukację przedszkolną, co poskutkowało znacznym pogorszeniem tolerancji na zdrowe jedzenie. Niestety menu oferowane przez przedszkole pozostawia wiele do życzenia (przykład z dziś – kopytka ze słoniną na obiad!). Na szczęście moja córcia sama odrzuciła tę niemoralną propozycję 😉 Aczkolwiek wiele złych nawyków w przedszkolu nabyła. Jednocześnie mąż – chcąc odciążyć mnie trochę coraz częściej stołował się w firmowej kantynie i nawet mimo tego, że próbował z menu wybierać propozycje dań w miarę zdrowych i niskokalorycznych, to jednak takie żywienie poskutkowało kilkoma dodatkowymi kilogramami i odzwyczajeniem od zdrowej – domowej kuchni.

I tak okazało się, że córka nagle nie lubi już brokułów, które wcześniej uwielbiała, że mięsko coś ją kuje w język a warzywa z patelni „coś brzydko pachną”… Mąż natomiast skrzywił się na propozycję pieczonego dorsza… Jednocześnie narzekając, że coś mu „brzuch urósł ostatnio”.  To wszystko spowodowało, że zapaliła mi się lampka – czas wracać do formy i zadbać o rodzinkę. No więc koniec z garmażerką! Biorę się do roboty i znów wdrażam nasze zdrowe żywienie!

W związku z tym dzisiejszy makaron z indykiem:

P1010109

Składniki dla 2 dorosłych osób i dziecka:

Porcja dla dorosłego ma ok. 593 kcal, białko: 45g, węglowodany 72g, tłuszcz: 11g

  • 200 g makaronu penne pełnoziarnistego
  • 3 marchewki
  • 1 pietruszka
  • ¼ dużego selera lub pół małego
  • 500 g passaty pomidorowej
  • 0,4 kg fileta indyka
  • 5 łyżek jogurtu naturalnego
  • Sól, pieprz, zioła do smaku (do mięsa polecam przyprawę kebab-gyros bez glutaminianu sodu)
  • 2 łyżki oleju rzepakowego do smażenia

Mięso kroję w paseczki, obsypuję przyprawami i odstawiam do lodówki. Warzywa kroję w słupki i duszę na oleju, jak zmiękną dodaję passatę pomidorową i doprawiam do smaku. W między czasie obsmażam mięso (krótko i na dość dużym ogniu, żeby nie było twarde) i gotuję makaron. Nigdy nie dolewam oleju do gotującego się makaronu. Dopiero po odlaniu wody dodaję oliwę do makaronu i mieszam. Na talerzach układam makaron, na to sos warzywny, mięsko w paseczki i łyżkę – dwie jogurtu. Dobrze byłoby też dodać coś zielonego – np. garść rukoli, ale akurat nie miałam.

Dieta cud? – Nie, dziękuję!

Na temat tego, dlaczego diety cud nie działają napisano już tysiące artykułów. Jednak ludzie wciąż dają się skusić perspektywą szybkiego zrzucenia zbędnych kilogramów i stosują bardzo restrykcyjne diety. Pozwólcie, że przedstawię wam swój punkt widzenia odnośnie diet restrykcyjnych.

tape403591_1920

Uważam, że jest to jedna z najgorszych opcji, jaką możemy zafundować swojemu organizmowi. Powodów jest wiele. Po pierwsze, diety takie są krótkotrwałe. Trwają zazwyczaj 7-14 dni. W tym czasie katujemy nasz organizm i nie dajemy mu normalnie funkcjonować. Często, oczywiście jeżeli już ktoś wytrzyma na takiej diecie, wiąże się to z obniżeniem nastroju, odporności, brakiem energii do działania i ogólnym złym samopoczuciem. Po zakończeniu takiej diety zostajemy ze zwiotczałą skórą, rozregulowanym metabolizmem i nurtującymi myślami o tym co by tu pysznego (i kalorycznego!) sobe zjeść – no bo przecież okres diety już się skończył. Błędem jest myślenie, że taka krótkotrwała, restrykcyjna dieta przyniesie efekty na dłuższy czas. Zwłaszcza, jeżeli po okresie jej stosowania wracamy do starych nawyków.

Większość takich diet zakłada jadłospis o kaloryczności obniżonej do granic zdrowego rozsądku. Takie działanie oczywiście pozwala zrzucić zbędne kilogramy, ale nasz organizm od razu dostaje sygnał – Kryzys! Trzeba magazynować! W związku z tym, po zakończeniu diety nie dość, że wracamy do naszych starych przyzwyczajeń, które zapędziły nas w kozi róg, to jeszcze znacznie szybciej odkładamy zapasy w postaci tkanki tłuszczowej. To jest właśnie słynny efekt jo-jo.

Kolejnym aspektem diet-cud jest aspekt psychologiczny. Diety takie powodują rozdrażnienie, zły nastrój i obsesyjne myśli o kalorycznych przekąskach. Człowiek w takim stanie nie może normalnie się zachowywać i być przyjaznym dla otoczenia! Poza tym ciężko jest skupić się na pracy i codziennych czynnościach, kiedy nasz mózg ciągle podpowiada –zjedz wreszcie coś konkretnego! W związku z tym trzeba mieć naprawdę silną motywację, aby wytrzymać na takiej diecie więcej niż parę dni. Bardzo często kończy się to w ten sposób, że osoba będąca na diecie po kilku dniach pozwala sobie na jeden drobny „skok w bok” zjadając ulubionego słodycza, lub po prostu coś co jest pod ręką. Następnie pojawiają się myśli: „o nie, znów zawiodłam… teraz to już wszytsko jedno…” i zamiast kostki czekolady, zjadamy całą tabliczkę. Takie zachowanie wpędza nas w psychiczny dołek. Zadręczamy się myślami: „no nie, jestem beznadziejna… znów nie udało mi się wytrwać”. Efektem tego jest ciągłe przekonanie o własnej nieskuteczności, podkopujące wiarę w możliwość osiągnięcia celu.

Trzeba jeszcze wspomnieć o tym, że restrykcyjne diety bardzo często prowadzą do niedoborów podstawowych składników odżywczych. Dotyczy to najczęściej diet jednoskładnikowych, czyli opartych na jednym produkcie, lub grupie kilku produktów. Organizm, który nie otrzymuje wystarczającej ilości składników odżywczych nie jest organizmem zdrowym i zdolnym do normalnego funkcjonowania, w tym prawidłowego przeprowadzania procesów takich jak metabolizm.

apple2391_1920

Jedynym skutecznym sposobem na trwałą utratę wagi jest zmiana nawyków żywieniowych. Taka zmiana powinna przede wszystkim być spokojna, powolna i dostosowana do indywidualnych potrzeb. Zmianę nawyków należy wprowadzać stopniowo, uczyć się zdrowego komoponowania posiłków, odpowiedniego dobierania produktów i łączenia ich ze sobą. Trzeba też zaplanować sobie jak często i w jakich ilościach będziemy pozwalać sobie na drobne przyjmeności. Jeżeli będzie to działanie zaplanowane, nie spowoduje niepotrzebnych wyrzutów sumienia i nie doprowadzi do załamania. Prawidłowe odżywianie na co dzień powoduje uregulowanie metabolizmu, zapewnia dostarczenie potrzebnych ilości witamin i składników mineralnych oraz dobre ogólne samopoczucie. Jaki z tego wniosek? Dajcie sobie spokój z dietami cud! Postawcie na trwałą zmianę nawyków żywieniowych i cieszcie się dobrym zdrowiem psychicznym i fizycznym.

Woda zdrowia Ci doda!

Od czego zacząć zdrowe odżywianie?

Jedną z pierwszych zmian w naszym życiu metabolicznym powinna być zmiana sposobu, ilości i jakości wypijanych płynów. Większość z nas wypija codziennie jakąś kawkę, herbatkę, ewentualnie soczek lub coca-colę. Takie zachowanie żywieniowe to stąpanie po równi pochyłej. Co powinniśmy pić? Wodę. Jak? Po troszeczkę, po kilka łyczków sączymy przez cały dzień, z pewnością nie całą szklankę na raz. Ile? Ok. 1,5 litra dziennie. No, chyba że jest bardzo gorąco, uprawiamy sport, jesteśmy w ciąży, karmimy piersią – wtedy zapotrzebowanie na wodę znacznie wzrasta.

water515047_1280

Jak ludzie najczęściej reagują na powyższe zalecenia?

Blee, ale to takie niedobre, nie słodkie, bez smaku i jeszcze tyle tego trzeba wypić! Wszystkiemu winne są nasze przyzwyczajenia. Jesteśmy nauczeni, że wszystko co wkładamy do ust ma bardzo wyrazisty smak… słodki, słony… A ta woda jest taka bez smaku. Tak moi drodzy, zapomnieliśmy już jak smakują produkty spożywcze w swojej naturalnej formie. Nie delektujemy się subtelną słodyczą owoców, tylko je dosładzamy. Warzywa solimy, doprawiamy, polewamy sosami. Nasze kubki smakowe nie zadowolą się już subtelnym smakiem truskawki – dla nich powinna ona być posłodzona i zatopiona w śmietanie. Jednak nic straconego. Wszystkiego można się nauczyć i oduczyć 🙂 Przekonana jestem, że absolutnie każdy może pić wodę (mimo zapewnień niektórych osób, że absolutnie nie mogą). I to nie smakową, a zwykłą, czystą, naturalną wodę mineralną. Wystarczy tylko odrobinę się postarać i przeprowadzić mały odwyk od słodzonych napojów.

Odwyk – od czego zacząć?

Pierwszym krokiem powinien być porządny rachunek sumienia. Ile i czego w ciągu dnia wypjam. W większości przypadków okaże się, że nie dość, że pijemy zbyt mało, to jeszcze najczęściej słodzone napoje. Nie martwcie się jednak – to, że dotarliście już do tego punktu oznacza, że poważnie myślicie o swoim zdrowiu i macie szansę już wkrótce pozbyć się szkodliwych nawyków, kultywowanych przez większość naszej populacji. Uświadomienie sobie swoich błędów, to pierwszy krok do zmiany. Kolejnym krokiem będzie stopniowe zmniejszanie cukru w spożywanych napojach. Chcę tu podkreślić słowo stopniowe. Niewielu osobom uda się przejście na wodę z dnia na dzień. Mało, który organizm wytrzyma więcej niż kilka dni jeżeli zrobimy nagłe ciach! od dziś już nie słodzę napojów. Mózg będzie się ciągle buntował i podsuwał nam obrazy zimnej szklanki coca-coli. Kluczem do sukcesu w zmianie nawyków jest powolna systematyczność. Taki przykładowy schemat: Wypijam codziennie dwa kubki herbaty z łyżeczką cukru, dwie kawy z dwoma łyżeczkami cukru, dwie szklanki słodkich napojów lub soków. Zaczynamy od zmniejszania ilości cukru dodanego do kawy i herbaty – zmniejszamy o ok. 1/4 łyżeczki i tak działamy przez jakieś 4-5 dni, po czym znów zmniejszamy ilość o 1/4 łyżeczki, znowu utrzymujemy ten poziom przez 4-5 dni itd. Jeżeli komuś nawet nie uda się zejść do zera w przypadku kawy, to uważam, że zmniejszenie ilości cukru z dwóch do jednej łyżeczki, to już spory sukces. I gwarantuję, że odkryjecie przy tym jak wspaniały smak może mieć naturalna herbata i kawa! Jeżeli chodzi o słodkie napoje, to sposób postępowanie jest analogiczny. Przez pierwsze 4-5 dni rozcieńczamy szklankę napoju wodą w proporcjach 3/4 szklanki napoju 1/4 szklanki wody. Następnie przez kolejny okres 4-5 dni zmieniamy proporcje na korzyść wody. Jak już poczujemy, że jesteśmy gotowi na picie wody, odstawiamy napoje całkowicie. Oczywiście, jeżeli ktoś potrzebuje czasu dłuższego niż 4-5 dni na przyzwyczajenie się nawet do drobnych zmian, można ten czas wydłużyć np. do tygodnia. Wielu osobom, które do tej pory nie piły wody na początku bardziej będzie smakowała woda gazowana lub lekko gazowana. Ewentualnie do szklanki wody można dodać plastry cytryny, ogórka lub listki mięty.

Systematyczność.

Kolejną ważną sprawą jest częstotliwość i sposób picia wody. Pijemy po troszeczkę, starając się robić to jak najczęściej. Jeżeli pracujemy przy biurku stawiamy wodę przed sobą i staramy się jak najczęściej po nią sięgać. Osoby, które są w ruchu powinny mieć zawsze przy sobie butelkę wody. Jeżeli w natłoku codziennych spraw zapominamy o wodzie dobrym rozwiązaniem może okazać się ustawienie przypomnienia w telefonie komórkowym lub w zegarku np. co pół godziny. W ten sposób nasz organizm przyzwyczai się do picia wody częściej i po pewnym czasie sam będzie się upominał. Pamiętajcie, że wypicie szklanki wody na raz nie wpłynie znacząco na nawodnienie organizmu, ponieważ większość tej wody po prostu przez nas przeleci i zostanie szybko wydalona.

Co z tymi sokami?

Wydawałoby się, że taki soczek to źródło witamin i samego zdrowia, są jednak pewne ale… Po pierwsze sok, aby był wartościowy powinien być przede wszystkim wyprodukowany w 100% ze świeżych owoców i najlepiej aby nie był pasteryzowany i w żaden inny sposób konserwowany. Po drugie, zakładając, że mamy do czynienia z takim właśnie naturalnym, zdrowym sokiem może on być dobrym uzupełnieniem posiłku – śniadania, lub obiadu, ale nie może służyć nam do zaspokajania pragnienia między posiłkami. Trzeba wiedzieć o tym, że szklanka soku ze słodkich owoców ma praktycznie tyle samo cukru, co szklanka coca-coli. Dlatego do zaspokajania pragnienia między posiłkami wybierajmy wodę mineralną.

Jakość.

Jakość wypijanej wody jest równie ważna, co jej ilość. Odpowiednio dobrana woda zaspokaja w dużej mierze zapotrzebowanie organizmu na minerały. Poza tym picie wody pozbawionej elektrolitów może wręcz doprowadzić do odwodnienia! Tu zwracam uwagę – czytajmy etykiety! Suma składników mineralnych w poszczególnych wodach mineralnych dostępnych na rynku waha się od 500 mg/l do 2000 mg/l. Oczywiście powinniśmy wybierać te, które zawierają minerałów jak najwięcej. Sytuacja wygląda troszkę inaczej u osób z problemami nerkowymi – osoby takie nie powinny pić wód wysokozmineralizowanych.

Otyłe dzieci

W ostatni weekend miałam okazję jeść śniadanie w formie szwedzkiego bufetu w restauracji hotelowej. Choć zwykle staram się nie zaglądać ludziom w talerze, to rzuciła mi się w oczy scenka, która mnie dosłownie zszokowała. Do podgrzewanego pojemnika ze smażonymi plastrami boczku podszedł około dziesięcioletni chłopiec ze swoją mamą. Chłopiec był widocznie i znacznie otyły. Trzymał w rękach duży talerz, a mama nakładała mu na ten talerz boczek… stertę boczku… na duży, obiadowy talerz. Uwierzcie mi, że nie jestem zwolennikiem dietetycznej tyranii jeżeli chodzi o dzieci. Wolę świadomie dać dzieciom od czasu do czasu coś niezdrowego, niż ryzykować, że będą się objadać w ukryciu. Tym bardziej uważam, że okres wypoczynku, wakacji, może sprzyjać częściowemu poluzowaniu reguł. Jednak, moim zdaniem mając tak wyraźnie otyłe dziecko nie można mu pozwalać na jedzenie wszystkiego na co ma ochotę, w ilościach, na które ma ochotę. Boczek na wakacjach? Ok, ale niech to będzie 1-2 plasterki, a nie cała sterta!

Przerażające są doniesienia o coraz większej liczbie otyłych dzieci. Zresztą, nie trzeba czytać naukowych artykułów, wystarczy rozejrzeć się w szkole, na ulicy. Według badań ok. 30% dzieci w Polsce w wieku 11-14 lat boryka się z otyłością! Jest to kolosalna liczba, a w dodatku zwiększa się z roku na rok.

Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że otyłość dzieci wiąże się z wieloma problemami zdrowotnymi i konsekwencje tego stanu dziecko odczuwać będzie przez całe życie. Otyłość wywołuje u dzieci schorzenia, które kiedyś dotyczyły tylko świata dorosłych, tj. Problemy sercowo-naczyniowe, nadciśnienie tętnicze, zaburzenia gospodarki lipidowej i węglowodanowej łącznie z cukrzycą typu 2, astma oskrzelowa, niealkoholowe stłuszczenie wątroby, zespół policystycznych jajników, bezdechy senne, nadciśnienie śródczaszkowe, zaburzenia kostno-mięśniowe wynikające z przeciążenia kości i mięśni szkieletowych i wiele, wiele innych. Pomijając kwestie czysto fizyczne pozostaje jeszcze zdrowie psychiczne młodego człowieka, które przez otyłość może zostać mocno nadszarpnięte. Dzieci takie często czują się przegrane już na starcie swojej życiowej drogi. Doświadczają braku akceptacji ze strony rówieśników, rodziny i przede wszystkim braku akceptacji dla samego siebie. Problem otyłości maluchów jest więc bardzo delikatny, gdyż dotyczy młodego organizmu, przed którym jeszcze całe życie i bardzo wrażliwej psychiki oraz emocjonalności.

Terapia dzieci otyłych jest bardzo trudna. Dzieci często nie rozumieją konieczności wprowadzania zmian. Chowają się za swoją maską osoby otyłej i łatą, która już do nich przylgnęła. Bardzo trudno jest wykorzenić u dzieci utrwalone już nawyki. Dodatkowym problemem jest to, że rodzice takich dzieci zdają się nie widzieć problemu, lub go bagatelizować. Jest to naturalne, że trudno jest przyznać przed samym sobą, że być może popełniło się jakieś błędy. Dodatkowo trudno jest zobaczyć w swoim idealnym dziecku wady.  Jednak, rodzice, apeluję do Was, nie zamykajcie oczu na stan zdrowia swoich dzieci. 

Rybka pieczona…

Jest to przepis odpowiedni dla osób, które do smaku ryby dopiero się przekonują, tak jak było z moim mężem… link. Rybka jest bardzo delikatna i lekkostrawna.

Składniki (na 2 porcje):

Ok. 300 g. fileta delikatnej ryby (np. dorsz, sola, łupacz)

2 łyżki masła

2 kopiaste łyżeczki przyprawy do ryb (bez glutaminianu sodu) lub własnej kompozycji ziołowej

Pół cytryny

Ząbek czosnku

Przygotowanie:

Masło wyjmujemy wcześniej z lodówki, aby stało się miękkie. Dodajemy do niego przyprawy. Jeżeli nie używamy gotowej przyprawy, można je trochę dosolić. Filety myjemy, układamy w folii aluminiowej, smarujemy masłem z ziołami. Na każdym filecie układamy cienkie plasterki czosnku a następnie plasterki cytryn. Zawijamy wszczelnie w folię aluminową. Pieczemy w temp. 180-200 stopni przez około 15 min, po czym rozrywamy folię u góry i pieczemy jeszcze ok 5 min.

Podajemy z ziemniakami lub brązowym ryżem i warzywami z pary.

Smacznego!

Nie lubię ryb…

Nie lubię ryb…

appetizer2802_1920

Historia, którą wam za chwilę przytoczę opowiada o tym, jak „ciężkie” życie ma mąż dietetyczki:) Skazany jest na status pierwszego królika doświadczalnego. Na szczęście, eksperymety te kończą się dla niego poprawieniem swojego odżywienia i ogólnego samopoczucia.

„Nie lubię ryb i nigdy w życiu nie tknę ryby.” To jedna z pierwszych informacji o moim obecnym mężu, jaką dostałam, kiedy jeszcze nie byliśmy nawet parą i dopiero co się poznaliśmy. Na szczęście dziś, parę lat po ślubie mój mąż zmiękł troszeczkę i co najmniej raz w tygodniu na obiad jemy rybkę, o którą czasami nawet sam się upomina!

A jak to się stało? Moja droga do celu nie była łatwa ani usłana różami, ale wytrwale dążyłam do tego, co chciałam osiągnąć. Kiedy już dowiedziałam się o tym, że ludzkie preferencje smakowe zależą, przede wszytskim, od tego do jakich smaków jesteśmy przyzwyczajeni i jakie mamy doświadczenia ze smakami, a co za tym idzie, że można je dowolnie modyfikować, postanowiłam walczyć 🙂 Wiem jak ważne jest spożywanie ryb, dlatego chciałam, żeby mój ukochany małżonek również korzystał z tego dobrodziejstwa. Pierwszą rzeczą, jaką trzeba sobie uświadomić jest to, że jak czegoś nie lubię, to nie znaczy, że jestem na to „nielubienie” skazana już na całe życie. Ze smakami, potrawami, nowinkami trzeba eksperymentować. Im bardziej ktoś jest otwarty na eksperymenty kulinarne tym łatwiej mu akceptować nowe smaki. Osoby, które sięgają ciągle tylko po sprawdzone dania, mają większą trudność z zaakceptowaniem nowych smaków. Aczkolwiek, droga jest otwarta. Uświadomienie sobie tego, że wszytsko można polubić i przekonanie swojego mózgu, że to, czego do tej pory nie lubił, może polubić – to już połowa sukcesu.

Trudno jest przekonać się do nowego smaku, który jest dla nas całkowicie obcy, ale jeszcze trudniej zaakceptować smak, z którym mamy jakieś negatywne doświaczenia. Przykład: Jeżeli ktoś jako dziecko był zmuszany do jedzenia zninawidzonego szpinaku, jako dorosły raczej nie będzie chciał go jeść. Nienawiść do tego warzywa mogła być  nie mieć związku ze smakiem, tylko z atmosferą towarzyszącą temu spożywaniu. Takie doświadczenia trudno jestem potem wymazać z pamięci.

Nie wiem jaka była przyczyna niechęci mojego męża do ryb, ale bez względu na to, postanowiłam go przekonać. Najpierw dużo mu mówiłam na temat tego jak łatwo można zmienić swoje preferencje smakowe dodając jakie korzyści zdrowotne przyniesie mu jedzenie ryb i trochę strasząc tym, co może się stać jeżeli nie zacznie ich jeść;) Na początku, oczywiście nawet nie chciał o tym słuchać, ale małymi kroczkami wzbudziłam jego zainteresowanie. Wtedy zauważyłam, że mój mąż powoli zaczął zmieniać swoje nastawienie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy na imprezie u znajomych nałożył sobie na talerz łyżkę (dosłownie!) sałatki z tuńczykiem. Po zjedzeniu szepnął mi do ucha, że nawet da się zjeść, ale zaznaczył, że pyszne to to nie jest. Ja uznałam, że jest to sygnał, że droga do dalszych eksperymentów jest otwarta. Zaczęłam coraz częściej wkomponowywać ryby w nasze posiłki. Starałam się, żeby była to ryba jak najbardziej delikatna w smaku (np. świeży filet z dorsza) i dobrze przyprawiona (przynajmniej na początku). Udało się! Ryby okazały się coraz bardziej zjadliwe i teraz na stałe goszczą w naszym jadłospisie. Chociaż jeszcze nie w ilości dla mnie zadowalającej, ale powoli do przodu! 🙂

Przykładowy przepis na rybkę znajdziecie tutaj.

 

Na dobry początek…

Witam wszystkich zainteresowanych zdrowym odżywianiem 🙂

Na tym blogu mam zamiar pokazać wam jak w prosty sposób zmienić swoje codzienne nawyki żywieniowe tak, aby działały one na korzyść naszego zdrowia.

Od dbania o swoje zdrowie wszystko się zaczyna… Kiedy zadbasz już o swoje podstawowe potrzeby – tj. dobre samopoczucie, możesz zacząć zdobywać świat 😉